Najnowsze wpisy


sty 16 2012 "Eskorta"
Komentarze (0)

 

Eskorta

 

Szóste: Nie cudzołóż

 

 

Gdy tylko wysiadł z samolotu, poczuł się dziwnie. Jego twarz popieścił chłodny, poranny wietrzyk, jednak to nie było to. Podświadomie poczuł, że wysiadając popełnił błąd, jednak był tak wykończony po kilkunastogodzinnej podróży, że kompletnie nie zwrócił na to uwagi.

Położył dłoń na barierce, po czym zszedł po schodkach. Gdy tylko postawił stopę na asfalcie podbiegł do niego szczupły mężczyzna. Janusz uśmiechnął się lekko.

- Witamy w domu, dyrektorze – powiedział mężczyzna.

Skinął głową i podążył za nim do samochodu. Gdy podeszli do pojazdu, dostrzegł, że silnik limuzyny chodzi na jałowym biegu. Kierowca był gotowy do odjazdu. Mężczyzna, z którym rozmawiał, wykonał gest ręką, nakazując mu wsiadać do samochodu.  Janusz już miał chwycić za klamkę, gdy drzwi nagle otworzyły się, a ze środka wyszedł ogromny, barczysty i na dodatek łysy facet o kamiennej twarzy. Miał garnitur doskonale dopasowany do jego potężnej sylwetki, czarne okulary, w których Janusz dostrzegł zdumienie na swojej twarzy oraz słuchawkę w prawym uchu. Ochroniarz z niezrozumiałym burknięciem wskazał mu wnętrze limuzyny. Nie zastanawiając się dłużej, Janusz wsiadł i nim zdołał zareagować, znalazł się pomiędzy dwoma gorylami. Janusz z niewysłowioną ulgą stwierdził, że cieszy się, że jest szczupłym mężczyzną. Gdyby był nieco szerszy, z tym towarzystwem po bokach nie zmieściłby się, mimo, że znajdowali się w limuzynie.

Naprzeciwko niego siedziało kolejnych dwóch ochroniarzy. Żaden z nich się nie uśmiechnął oboje mieli na twarzach identyczne zobojętnienie. Tak samo, jak jego sąsiedzi, mieli czarne okulary, więc nie mógł przez nie dostrzec, gdzie aktualnie się patrzą.

W duchu przyznał, że czuje się nieswojo.
Był otoczony przez bydlaków, to prawda, jednak jego obawa była znacznie głębsza… zakorzeniona głęboko w duszy, przez co niepokój zdawał się być widoczny jak na dłoni.

Mężczyzna z lotniska usiadł na miejscu pasażera obok kierowcy. Gdy tylko zamknął za sobą drzwi, szofer ruszył z piskiem opon, aż głowa Janusza poleciała do tyłu.

Ochroniarze siedzieli bez ruchu.

Ich to nawet huragan by nie przewrócił”, pomyślał Janusz.

Poczuł, że się poci. Przejechał sobie dłonią po włosach i spytał:

- Dokąd jedziemy?

Facet z lotniska nic nie odpowiedział.

No tak. Ochroniarze. Są jak cień. Najlepiej się
z nimi nie spoufalać
.”

Niepokój Janusza się pogłębił. W tym wszystkim było coś podejrzanego, coś… Był dyrektorem potężnej firmy, o zasięgu międzynarodowym. Setki razy był eskortowany. Jednak tym razem w tych ochroniarzach było coś podejrzanego… tak w ogóle, to gdzie się podziała jego dotychczasowa obstawa? Tych mężczyzn widział po raz pierwszy w życiu… O co tu chodzi???

Wreszcie mężczyzna obrócił się w jego stronę.
W jego oczach Janusz nie dostrzegł nic, co mogłoby go uspokoić. Nadal nic nie powiedział, mimo iż wzrok Janusza nieomal wywiercił dziurę w jego głowie.

Niepokój zamienił się w strach. Strach w panikę. Panika w przerażenie. Janusz zaczął dygotać na całym ciele, jakby dostał febry.

W tym momencie samochód zaczął skakać na wybojach. Janusz spojrzał przez okno i spostrzegł, że znajdują się w… lesie. „Co jest grane?”, pomyślał i w tym momencie pojął, co się niedługo stanie. Już miał próbować się wydostać z samochodu, nie bacząc na goryli, gdy szofer nagle zahamował. Gdy tylko się zatrzymali, goryl po jego lewej otworzył drzwi i wysiadł.

- Wyłaź – mruknął niskim, basowym głosem.

Janusz ociągając się, wyszedł na zewnątrz i stanął przy olbrzymie. Po chwili dołączyła pozostała trójka, plus facet z lotniska. Kierowca został w środku.

- No, jesteśmy – powiedział mężczyzna i podszedł do Janusza, wyciągając z jego skostniałych palców niewielką walizkę.

- C-co się dzieje? – jęknął Janusz, który był tak przerażony, że ostatkiem sił powstrzymywał się, by nie narobić sobie w spodnie. To już byłoby przegięcie, wzięliby go za smarkacza.

Szczupły mężczyzna westchnął i w końcu rzekł:

 – Ktoś czyha na pańskie życie i bardzo możliwe, że wynajął kogoś, by się pana pozbył.

Spojrzał na Janusza i dopiero teraz się uśmiechnął. Na widok tego uśmiechu, Januszowi krew w żyłach przestała płynąć.

- Wynajął nas.

- C - co… - zaczął Janusz, ale nie skończył, bo w tym momencie poczuł potężne uderzenie w brzuch. Zachłysnął się leśnym powietrzem i zgiął się w pół.

Jeden z goryli chwycił go pod brodę i podciągnął do góry, tak, że musiał się wyprostować.

Po chwili Janusz otrzymał drugi miażdżący cios, tym razem w policzek. Będąc na skraju świadomości, Janusz poczuł, że to uderzenie połamało mu zęby.

Siła ciosu była tak duża, że głowa odskoczyła mu do tyłu i dopiero potem padł na ziemię.

 

 

 

Odzyskał przytomność po jakimś czasie. Gdy otworzył oczy, na początku wszystko było rozmazane, jednak leniwie zaczynało nabierać ostrości. Dostrzegł nad sobą korony drzew kołyszące się w mistycznym tańcu. Gdy jako tako doszedł do siebie, poczuł ostry, kłujący ból w ustach, a ponadto smak krwi na języku.

W mgnieniu oka przypomniał sobie, co się stało. Miał zamiar krzyczeć ile sił w płucach, jednak
z przerażeniem dostrzegł, że ma zakneblowane usta. Co gorsza, był związany grubą liną.  Zaczął wydawać z siebie bulgoty, które powiadomiły oprawców, że się już zbudził.

Po chwili dostrzegł nad sobą czterech goryli i szczupłego faceta.

- No i widzi pan, jak pan skończył? – spytał z udawanym współczuciem. – A wystarczyło przecież… - zrobił krótką przerwę i znów się chytrze uśmiechnął – nie zdradzać żony.

Widząc rozszerzające się ze strachu oczy Janusza, wybuchnął szaleńczym śmiechem, po czym mruknął do goryli:

- Wiecie, co robić.

Skinęli głowami, a ten, który stał najbliżej Janusza potężnym kopnięciem zwalił ciało polityka do niewielkiego dołu, którego ten wcześniej nie zauważył. Z przerażeniem dostrzegł, że dół jest idealnie wymierzony i bez trudu się w nim mieści.

Zaczął się wierzgać, jednak było już za późno.

Łopaty poszły w ruch.

Po kilku sekundach poczuł na ciele pierwsze pacnięcie. 

narrator   
sty 16 2012 Wstęp
Komentarze (0)

Dzień dobry wszystkim. Przez kilka dni nic tu nie pisałem, a to z racji tego, że zwyczajnie nie miałem czasu i... weny. Niestety, każdemu może się zdarzyć. 

Dzisiejsza notka będzie nadzwyczaj krótka, ale za to mam mały bonus dla tych, którzy są ciekawi mojej twórczości, o której wspominałem w pierwszym wpisie.

W następnej notce będziecie mogli przeczytać jedno z moich krótszych opowiadań, które stworzyłem jeszcze w dwa tysiące dziesiątym roku. Jest to trzeci projekt, który doprowadziłem do końca. Nie jest to nic specjalnego, ot, zwykła improwizacja. Mam nadzieję, że choć trochę przypadnie Wam do gustu. 

Do następnego razu!

Pozdrawiam, Mihó.

narrator   
sty 07 2012 Pasja
Komentarze (0)

Aby nasze życie nie było monotonne, warto znaleźć sobie jakąś pasję, hobby. Ja oprócz pisania "zajmuję się" grą na instrumencie afrykańskim, zwanym djembe. Jest to bęben wykonany przez rdzennych Afrykańczyków, a następnie przetransportowany do Polski. Nie jest on mały. Jest to jeden z największych [o ile nie największych] bębnów, membrana ma średnicę 14 cali, czyli w przybliżeniu 34 centymetry.  Pochodzi z Ghany, czyli ze znanej manufaktury.

Lubię sobie czasem wyjść sobie ze znajomymi [oczywiście gdy pogoda sprzyja, wilgoć nie jest pożądanym czynnikiem dla koziej skóry. Efektem ubocznym jest uszkodzenie, a czasami nawet pęknięcie skóry, a kupno nowej wiąże się z dodatkowymi kosztami kilkudziesięciu złotych plus naciągnięcie] na dwór, na łono natury i pograć, zrelaksować się, odprężyć, zapomnieć o wszystkim.... Skupić się wyłącznie na rytmie płynącego z serca, z duszy. Jak to powiedział Mamady Keita - najpopularniejszy afrykański Bębniarz: "Rytm płynie w krwi każdego od urodzenia". To prawda. W każdym z nas, choć możliwe, że nie zdajemy sobie z tego sprawy tkwi jakaś umiejętność. Może to być pisanie, śpiew, gra na instrumencie muzycznym... Trzeba po prostu to w sobie odkryć. Nie dowiemy się, do czego jesteśmy stworzeni, jeśli nie będziemy próbować, nieprawdaż?

Polecam więc Wam zastanowić się, nad tym "co Wam w duszy gra" i całym sercem oddać się swojej pasji. 

Uwierzcie nie ma nic przyjemniejszego od robienia tego, co się kocha. Czy to gra, śpiew, malowanie, pisanie, czy wszelkiego rodzaju twórczość, wszystko łączy jedno - nasze zaangażowanie. Bez niego daleko nie zajdziemy.

Żeby cokolwiek osiągnąć, trzeba całym sercem oddać się sztuce.

 

Do napisania, pozdrawiam, Mihó.

narrator   
sty 06 2012 Sny
Komentarze (1)

Zastanawialiście się kiedyś, jaki wpływ mają Wasze sny na to, co piszecie? W snach mogą ujawniać się nasze pragnienia, marzenia... ale też obawy, strach, niepokój. Mieliście kiedyś taki sen, że po przebudzeniu mieliście wrażenie, że to, co przeżyliscie we śnie, było rzeczywiste i już was spotkało? Albo że żałujecie, że to tylko sen? 

Sny mają to do siebie, że podczas nich nasza wybraźnia ma nieograniczone pole do popisu. Umysł kreuje w naszej głowie obrazy, sytuacje i zdarzenia, które przy odrobinie wysiłku - jakim jest zapamiętanie snu po przebudzeniu - można wdrożyć do utworu, nad którym pracujemy. Dlaczego by nie? Wystarczy ubrać sen w słowa, dodając kilka szczegółów, a końcowy efekt może zaskoczyć odbiorców.

Czyż nie o to chodzi? O nieustanne zaskakiwanie czytelników? Każdy kolejny utwór powinien być lepszy od poprzedniego, w związku z czym musimy kierować się opinią czytelników w takim samym stopniu, w jakim kierujemy się swoją. 

Pamiętajmy jednak, że to od nas zależy, jaką postać przyjmie nasze dzieło. Dlatego z drugiej strony nie powinniśmy kierować się opinią innych, ale pisać tak, jak nam nakazuje umysł. 

Co więc wybrać? Opinię krytyków, czy też własne przekonania? Odpowiedź na to pytanie zostawiam Wam.

Tymczasem wróćmy na chwilę jeszcze do snów. Teoretycznie, podkreślam teoretycznie nie mamy wpływu na to, co nam się przyśni [nie piszę tu o ludziach, którzy opanowali sztukę świadomego śnienia, gdyż jest to zapewne niewielki procent w stosunku do reszty, którzy nie opanowali tej jakże przydatnej umiejętności. Tak, jestem wśród tych drugich], wszystko więc sprowadza się do jednego: Sny to druga, alternatywna rzeczywistość. A jeśli nieraz to, co widzimy na codzień zlewa sie z rzeczywistością, jaką kreujemy w naszych snach... Nie traćcie natchnienia, łapcie za ołówek, długopis, pióro, klawiaturę i spisujcie obrazy, które pojawiają się w Waszych umysłach!


PS: "W snach nie czuje się bólu; człowiek zawsze się budzi, zanim zacznie się prawdziwe cierpienie." - Stephen King.

 

 

Zostawiam Was z tym cytatem do następnego spotkania.


 

 

Do napisania, pozdrawiam, Mihó.

narrator   
sty 05 2012 Rozpoczęcie
Komentarze (1)

Dzień dobry. Jestem tu nowy, generalnie rzecz biorąc, jest to mój pierwszy blog. Nie wiem, czy uda mi się regularnie go prowadzić, ale zawsze warto spróbować. Najgorszym wydaje się być problem z dodawaniem notek - nigdy nie wiadomo, kiedy dopadnie nas bezwenie, prawda? Wiedzą o tym zwłaszcza pisarze [nie chwaląc się, zajmuję się pisaniem, wprawdzie amatorsko, ale mam nadzieję, że kiedyś może coś z tego wyjdzie], gdy nieraz przez kilka dni, tygodni, miesięcy nie mają pomysłu, jak dalej ruszyć z utworem. 

Moim zdaniem w takiej sytuacji najlepiej jest czekać. Zgodnie z zasadą "nic na siłę", czasami wystarczy zrobić sobie małą przerwę, odetchnąć, odciąć umysł od tego, co się tworzy i dać sobie trochę wolnego. Najlepszy moim zdaniem jest spacer z dobrą nutą na słuchawkach. Zwłaszcza taką, która motywuje nas do pisania, albo przy której zazwyczaj lubimy pisać.

W związku z tym, że ja trudzę się tworzeniem utworów, które przy delikatnym zmrużeniu oka można nazwać "horrorami", "thrillerami", najlepiej pisze mi się przy muzyce z gatunku "dark ambient", a jak wiadomo, nie jest to muzyka dla każdego. Oczywiście są tez inne gatunki, na przykład ścieżki dźwiękowe z filmów - najlepiej z horrorów i do tego, że tak o ujmę: ambitne. Horrory jednak nie są jedynymi, które posiadają dobre ścieżki dźwiękowe, nadające się do tworzenia własnych, mrożących krew w dziełach utworów. Filmy fantastyczne, niektóre przygodowe, także mają w sobie perełki, które z powodzeniem można włączyć podczas mozolnego procesu, jakim jest pisanie.

Ważne jest [przynajmniej w moim odczuciu], by muzyka nie była zbyt głośna. Nie może zagłuszać naszych myśli, musi pozostawiać naszej wyobraźni wolne pole do popisu. Owszem, może [a nawet jest to przeze mnie pożądane] robić za tło do naszych myśli, jednak trzeba pamiętać, by muzyka nie zepchnęła naszego procesu tworzenia na dalszy plan.

Muzyka ma pomagać w pisaniu, nie przeszkadzać.

Pomocne jest także wyciszenie umysłu, przed przystąpieniem do pisania. Najlepiej jest całkowicie skupić się na fabule, bohaterach i zdarzeniach naszej powieści/opowiadania. Innymi słowy wsiąknąć w świat, który właśnie kreujemy.

Bo przecież... pisanie tym właśnie jest, nieprawdaż? Tworzeniem własnego, wyimaginowanego świata, w którym wszystko, dosłownie wszystko może się zdarzyć... 

 

Do napisania, pozdrawiam, Mihó.

narrator